Dalajlama - pogląd na eutanazję
Z buddyjskiego punktu widzenia trzeba wziąć tu pod uwagę wiele czynników. Musimy rozważać poszczególne, konkretne przypadki. Weźmy, na przykład, chorego, o którym wiemy, że z całą pewnością nie wyzdrowieje. Jest w stanie śpiączki, martwy, jego umysł nie pracuje. Nie może robić nic pożytecznego, nie pojawiają się w nim altruistyczne myśli, nie jest w stanie się modlić, medytować i, jak powiadam, nie ma absolutnie żadnych szans na wyzdrowienie, niemniej utrzymuje go przy życiu cała ta skomplikowana maszyneria. Warto przy tym zauważyć, iż podtrzymywanie życia w taki sposób jest bardzo kosztowne, często cierpi więc na tym rodzina. Krewni po prostu nie chcą już kontynuowania tych zabiegów. W takiej sytuacji uważam odłączenie urządzeń podtrzymujących życie za dopuszczalne.
Z drugiej strony, istnieje tu przecież niebezpieczeństwo. Bardzo łatwo przekręcić wyłącznik, ale odłączenie owych maszyn oznacza odebranie życia, a więc, z definicji, akt gwałtu. Przemoc jest z definicji zła, choć można wyobrazić sobie pewne akty przemocy, które mogłyby być pożyteczne. Niemniej przemoc jest z natury nieprzewidywalna i bardzo łatwo wymyka się spod kontroli; ogólnie rzecz biorąc, lepiej więc unikać wszelkich działań, które mają w sobie element przemocy.
Z perspektywy buddyjskiej wiąże się to również z pojęciem karmy, czyli czymś na kształt nasion, zasianych w przeszłości przez chorego. To, że znajduje się on w takim stanie, ma jakieś przyczyny, które muszą w pełni dojrzeć. Jeżeli nie pozwolimy temu cierpieniu wyczerpać się, wypalić do końca, kiedy ta osoba jest w komie, bez szans na wyzdrowienie – istnieje poważne niebezpieczeństwo, że będzie musiała doświadczyć go w przyszłości, być może w jeszcze trudniejszych okolicznościach niż te, w których znajduje się teraz, podłączona do owych maszyn. źródło: hfhrpol.waw.pl/Tybet/raport

