Ręceprecz odTybetu


Witamy w serwisie ręceprecz odtybetu
RęcePrecz odTybetu » Tybet w 2006 roku - Ograniczenie wolności religii

Artykuł



Tybet w 2006 roku - Ograniczenie wolności religii

źródło: news.money.pl
2008-07-06, dodane przez ręceprecz odtybetu
Kategoria: [ Incydenty ] [ Przemoc ] [ Społeczeństwo ] [ Chiny ]

W 2006 roku udokumentowano liczne zatrzymania i wyroki (np. 10 lat więzienia za prowadzenie notatek o historii i geografii Tybetu) związane z działalnością polityczną, którą władze uznają za „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa" (w znowelizowanym kodeksie postępowania karnego określeniem tym zastąpiono „działalność kontrrewolucyjną"), nawet jeśli ma charakter całkowicie pokojowy. Tortury są nadal codziennością więzień, aresztów śledczych i komisariatów Tybetu. Bicie, rażenie i gwałty elektrycznymi pałkami, krępowanie, skuwanie, zawieszanie za wykręcone kończyny, pozbawianie snu, głodzenie, szczucie psami, zamykanie w karcerach, wystawianie na ekstremalne temperatury, zmuszanie do wycieńczających ćwiczeń powodują poważne urazy fizyczne i psychiczne oraz zgony. Niemal wszyscy zatrzymani są maltretowani czy to przez funkcjonariuszy Biura Bezpieczeństwa Publicznego i Ludowej Policji Zbrojnej, czy to przez strażników - najczęściej przez jednych i drugich.

Środki ochrony prawnej zatrzymanych i uwięzionych Tybetańczyków są takie same jak w całych Chinach - niewystarczające tak w teorii, jak i w praktyce. Większość sędziów orzekających nie ma żadnego lub prawie żadnego wykształcenia prawniczego. Sądy nie są niezawisłe i bezstronne. Krótkie procesy z reguły odbywają się niejawnie. Najwyższa kara za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu państwa wynosi 15 lat więzienia; wyrok łączny nie może przekroczyć lat 20. W Tybecie sprawy takie dotyczą zwykle działalności niepodległościowej, która jest nielegalna, nawet jeśli nie wiąże się z użyciem lub nawoływaniem do stosowania przemocy.

Brak niezależnego dostępu do więzień sprawia, że trudno ocenić zasięg i brutalność naruszeń praw człowieka w instytucjach izolacyjnych oraz faktyczną liczbę tybetańskich więźniów politycznych. Z danych organizacji pozarządowych, które z oczywistych względów nie mogą być pełne, wynika, że w 2006 roku w Tybecie odbywało kary około 130 znanych więźniów politycznych. Dla porównania, w 1996 roku za przestępstwa polityczne więziono niemal 700, w 1999 - 538, a w 2001 - 226 osób. Tendencja spadkowa wydaje się skutkiem czynników odstraszających - czyli kampanii brutalnych represji, którą uruchomiono w połowie lat dziewięćdziesiątych, i okrutnego traktowania więźniów politycznych - oraz szybkich, zwłaszcza w największych miastach, zmian gospodarczych.

Według danych zgromadzonych przez organizacje pozarządowe od 1987 roku na skutek tortur i nieludzkiego traktowania umiera jeden na 46 tybetańskich więźniów politycznych. Największe zagrożenie dla życia skazanych stanowi Więzienie Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (wcześniej „Więzienie nr 1 TRA", potocznie nazywane Drapczi), w którym ginie jeden na 28 więźniów politycznych. Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja więźniarek tego zakładu - jeden zgon na 24 skazane. Tortury odebrały tam zdrowie na przykład Bangri Czogtrulowi Rinpocze, nauczycielowi buddyjskiemu i działaczowi społecznemu skazanemu w 1999 roku na dożywocie za „próbę podzielenia państwa". Naoczni świadkowie twierdzą, że choć jest tak słaby, że nie może się poruszać, przetrzymuje się go w izolatce z przywiązanymi do łóżka rękoma i nogami.

W ostatnich latach ginie mniej tybetańskich więźniów politycznych - najgorszy pod tym względem był rok 1998 z co najmniej dziewięcioma zgonami - lecz odsetek ofiar utrzymuje się na tym samym poziomie, ponieważ spada liczba skazanych. Kiedy zgonów było najwięcej, w więzieniach i aresztach śledczych przetrzymywano trzy, a nawet pięć razy więcej osób.

W Drapczi wprowadzono musztry i obowiązkowe ćwiczenia, które odebrały zdrowie większości osadzonych za przestępstwa polityczne. Pod koniec 2004 roku przebywało tam ponad 70 więźniów politycznych. Średnia kara wynosiła 11 lat - i w trzeciej części była rezultatem dodatkowych sankcji za podejmowane w więzieniu symboliczne protesty.

W drugiej połowie 2005 roku władze chińskie otworzyły w okolicach Lhasy duży zakład karny Czuszur (chiń. Qushui), w którym osadzono setki skazanych z najwyższymi wyrokami, w tym wielu więźniów politycznych z Drapczi. Według wiarygodnych tybetańskich źródeł ciemne cele i ścisły nadzór czynią nowe więzienie jeszcze gorszym od osławionego Drapczi. W listopadzie 2005 roku, po latach negocjacji z Pekinem, pierwszą wizytę w ChRL złożył M. Nowak, Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. Tortur oraz Innego Okrutnego, Nieludzkiego lub Poniżającego Traktowania albo Karania, który stwierdził, że „praktyka stosowania tortur" nadal ma w Chinach „charakter powszechny", oskarżając przy tym władze o „utrudnianie misji", „zastraszanie ofiar i ich krewnych przez służby bezpieczeństwa", „śledzenie" oraz „fizyczne uniemożliwianie spotkań". Nowak rozmawiał z trzema więźniami politycznymi z Czuszuru i wezwał potem Pekin do ich natychmiastowego zwolnienia. Co najmniej jeden z nich, były mnich Dzigme Gjaco (chiń. Jinmei Jiacuo) odbywający karę 18 lat więzienia za „działalność kontrrewolucyjną i podżeganie do separatyzmu" - pierwotny wyrok podniesiono w więzieniu o dwa lata za krzyknięcie „Niech żyje Dalajlama" - został ukarany za rozmowę ze Specjalnym Sprawozdawcą i opisanie tortur, którym go poddawano, brutalnym pobiciem i osadzeniem w karcerze.

Tybetańscy więźniowie są obecnie bardziej rozproszeni. W latach 1987-95 mieszkańcy TRA stanowili 91 procent (ponad 1 300 osób), a mieszkańcy prefektury lhaskiej aż 71 proc. wszystkich znanych więźniów politycznych. Spoza TRA pochodziło zaledwie dziewięć procent skazanych. W latach 1996-2001 proporcje te uległy zmianie. Mieszkańcy TRA stanowili 64 proc., Lhasy - 39 proc., a innych regionów - 36 proc. uwięzionych w tym okresie.

Na początku 2003 roku ponownie wzrósł statystyczny udział skazanych z TRA, trend ten odwróciły jednak liczne aresztowania w Sichuanie związane ze sprawą Tulku Tenzina Delka (imię świeckie A-ngag Taszi, chiń. A'an Zhaxi), popularnego nauczyciela buddyjskiego i działacza społecznego z Tybetańskiej Prefektury Autonomicznej Kardze (chiń. Ganzi), oskarżonego o współudział w serii zamachów bombowych i 2 grudnia 2002 roku skazanego - za podżeganie do „separatyzmu" i „powodowanie wybuchów" - na karę śmierci w zawieszeniu na dwa lata. Mimo ostrych protestów społeczności międzynarodowej 26 stycznia 2003 roku sąd wyższej instancji wyrok ten utrzymał. Skazany wraz z nim Lobsang Dhondup (chiń. Lorang Denzhu) - były mnich i daleki powinowaty Tenzina Delka - został stracony tuż po rozprawie apelacyjnej lub, wedle wiarogodnych źródeł tybetańskich, jeszcze przed nią. Władze chińskie nie przedstawiły żadnych dowodów winy obu mężczyzn. Nie dopuszczono do nich wynajętych przez krewnych obrońców; Pekin utrzymuje, że reprezentowali ich inni adwokaci, do dziś nie udało się jednak ustalić ich nazwisk. Rządowe media i chińscy dyplomaci wielokrotnie informowali, że Tulku Tenzin Delek przestrzegał regulaminu więziennego, nie popełnił żadnego przestępstwa w okresie zawieszenia wykonania wyroku, a nawet okazywał „skruchę", mimo to 26 stycznia 2005 roku Wyższy Sąd Ludowy prowincji Sichuan wymierzył mu najsurowszą karę: dożywocie, choć obowiązujące w Chinach przepisy pozwalały na złagodzenie jej do 15 lat pozbawienia wolności.

W styczniu 2006 roku na kary więzienia skazano grupę mnichów i mniszek z prowincji Gansu. Są to pierwsze tybetańskie więźniarki polityczne w tej prowincji od wybuchu fali protestów niepodległościowych w 1987 roku.

Dane dotyczące liczby skazanych za przestępstwa polityczne z pewnością nie są pełne, gdyż władze chińskie robią wszystko, by informacje dotyczące naruszeń praw człowieka nie wydostały się za granice ChRL. Nawet nazwiska więźniów uznawane są za „tajemnicę państwową", a każda próba przekazania ich komukolwiek - za „szpiegostwo".

Zwolnienie z zakładu karnego nie oznacza końca prześladowań. Bezustanne nękanie przez policję, niemożność powrotu do klasztoru, znalezienia pracy i mieszkania sprawiają, że byli więźniowie z reguły dochodzą do wniosku, iż na normalne życie mogą liczyć tylko poza granicami własnego kraju. źródło: sft.org.pl

ręceprecz odtybetu



Szukaj




 

Reklama



2008 Copyright by RęcePrecz odTybetu