Tybet w 2006 roku - Kobiety
Z relacji - i badań medycznych - uchodźców wynika, że wiele tybetańskich kobiet traci zdrowie lub życie na skutek polityki kontroli urodzeń, przymusowych aborcji i sterylizacji. Prymitywny sprzęt, niska jakość leków i niewiedza personelu przekładają się na skandaliczne warunki i brak higieny w placówkach opieki zdrowotnej. „Pozalimitowe" ciąże karane są wysokimi grzywnami, a „pozalimitowe" dzieci pozbawiane prawa do hukou, czyli obowiązującego od 1953 roku „meldunku", a co za tym idzie - opieki zdrowotnej i edukacji. W sferze zatrudnienia kobiety narażone są na dyskryminację podwójną. Wiele kończy na ulicach.
Zdaniem pracujących w Tybecie zagranicznych ekspertów, coraz poważniejszym problemem staje się tu, podobnie jak w innych regionach kraju, prostytucja. W Lhasie otwarcie działają domy publiczne; w 1998 roku doliczono się ich niemal 900 na 18 głównych ulicach stolicy Tybetu. Teoretycznie nielegalne usługi tego rodzaju świadczy w tym mieście prawie dziesięć tysięcy osób. Większość takich przybytków działa w budynkach należących do partii lub rządu; chroni je armia. Najczęściej mieszczą się w pobliżu koszar i miejsc kultu religijnego. Większość prostytutek to Chinki z Sichuanu, niemniej pojawia się wśród nich coraz więcej Tybetanek. Nie wiadomo, ile z nich jest nosicielkami wirusa HIV, zważywszy jednak na katastrofalną pod tym względem sytuację w całej ChRL, należy zakładać, że wiele. źródło: sft.org.pl
Warszawa 2006
Helsińska Fundacja Praw Człowieka

